wyliczanka zalewajka skwarka 2010-05-24 11:10:18

młody, nieuleczalnie chory matoł, wypisany, wylany niebieski długopis w gwiazdki, plaga miesożernej postapokaliptycznej szarańczy, zbyt mały, w stosunku do zawartości, garnek, przeciwprostokątna, cięciwa, otwarcie zły charatker głównej postaci, pisaki-mazaki, połącz kropki, odłącz z kontaktu w razie burzy, wiecznie obesrane dziecię, siwiejący rudzielec, młokos znad zatoki, ludzie i nadludzie, kluski lane i kopane, zupitza, czegowara, zuzka zy, marta dy, legumina, jaskra, podagra i pogarda, szczypta soli, zabidzony niewolnik, uzupełnienie niedoboru, i zasępienie, zadżumienie. słońce wzeszło o wiele za wcześnie i zajdzie o wiele za późno. kandelabry, rzygi z dupy.

 

Tagi: robert redford, rudy rydz, ruppert everett

skomentuj (0)

cmoknięcie. 2009-02-05 02:17:22

umył włosy i poszedł się wieszać. poszukał sznurka-znalazł. cienkawy. zawiązał na trzy. powinien wytrzymać. zarzucił. zawiązał. zrobił pętlę. zarzucił pętlę. fiknął. zadyndał. dyndas. czy dandys. wisi. nudzi się kurwesko. szuka po kieszeniach. a to zapałek, a to papierochów, a to chusteczki, a to gum do żucia, a to byle czego. okruszki jakieś wygrzebuje, papierki wyprane, paragon na coś skądś(jednocześnie bedący gwarancją na coś na ileśtam miesięcy). tabletka na gardło oblepiona byle gównem. nie miał miny. nie miał fryzury. nie skupiał się i nie posiadał kinematografu z życia własnego. wisiał. nudził się. stały wątek. podrapał sie po nosie, po plecach, poluzował trochę pętlę(bo się wżynała). "e-pomyślał-chujowy pomysł". i się usmiechnął. jak głupi do sera.



Poniedziałek:
-Duży Format
-nowy odcinek Saturday Night Live
Wtorek:
-Lem z poprzedniego tygodnia
-czytanie zaległych Wysokich Obcasów
Środa:
-recenzje ksiązek w Wyborczej
-czytanie zaległego Przekroju
Czwartek:
-Przekrój
-nowy odcinek 30 Rock i The Office
Piątek:
-dodatek Kultura z Dziennika
-księgarnia
Sobota:
-Wysokie Obcasy(ew. jak akurat się trafi to felieton Dubravki Udresić w Gazecie Świątecznej)
-pijaństwo
Niedziela:
-odsypianie
-niezobowiujące spotkania, do których zazwyczaj nie dochodzi
-golenie, obcinanie paznokci, etc.

a kto Ci nagadał że będzie łatwo? woelę w to po prostu wierzyć, że będzie łatwo. a wierzyć to sobie możesz w cokolwiek jeżeli chodzi o mnie. chodzi o ciebie. no ja w ciebie nie wierzę. może to i dobrze. może i.

Gżebień(bez specjalnej okazji).

Tagi: snl 30 rock the rock rocky rockefeller babe ruth cassius clay

skomentuj (0)

majowe depresyje. 2008-05-08 20:03:12

Zasiadłem w poszukiwaniu informacji do pracy magisteryjnej
i przy okazji odzywam się.
 jako biedny,biedny student piszę z darmowej bramki.
 Ponadto donoszę, iż jestem w trakcie opornego pisania
 rozdziału o komiksach noir, czyli ogólnie rzecz ujmując,kryminałach.
Jak zwał jak zwał. śniło mi się że leonardo dicaprio
 jest moim kolegą, śpiewał-szeptał mi do ucza jakąś balladkę
 Frusciante'go a potem się całowaliśmy. Postanowił(Leo) zostać w Opolu
 na caaaaluśkie wakacje!!! Ponadto pewna stetryczała kobieta wyjaśnia mi czym jest cukier tetryczny ("ten,
który się mniej świeci jest tetryczny-zdrowszy,mniej ma kalorii jakby"),
a sąsiadka z dołu obiecała, że jutro punkt 6 rano, umyje mi włosy i uczesze.

mam nadzieję, że masz się dobrze, nic Cię nie boli i dasz radę poukładać kolejne wiadomośći w logiczną całość. Ostatnio pytam siebie samego o wiek i coraz trudniej jest mi odpowiedzieć. Dwa? Może dwa. Piętnaście? 
 Może i piętnaście. Dwadzieścia cztery?! Nieee...no bez przesady.
 Uważam, że nie dam rady napisać pracy do końca obecnego miesiąca.
 Tyle, że musi upłynąć jeszcze kilka dni, żeby to do mnie dotarło.
 Jeszcze raz pozdrawiam,
Oczko puszczam,nóżką macham i wracam do pracy.
Jacha i naracha!

G ż e b i e ń .

skomentuj (0)

romantyzam. 2008-04-03 01:21:08

na czem polega modlitwa. co to jest wiara. jakos dla mnie wychdzi na to ze lazenie po miejscach odludnych z puska stronga w lapie. tak 3 rocnica. acz zapomnialem. lewa mam klkawiature. bez zmiekczaczy. rano napisze prawdziwa ntke. obecnie skupiam sie na zatkanym nosie. do zobaczenia w tzw. krotce. gzebien.

skomentuj (0)

żucie życia. 2007-11-27 02:10:00

ciamk, mlask, plask, trzask, za, trzask, prask, plask, mniam, żuj, żuj, żuj, pfffff...bum!.
gżebień.

skomentuj (2)

zapiski starego dziadygi 2007-11-21 23:07:25

lecą lata, chmurki, baranki stoją w kolejce do rzeźni. ludzie się przewracją, balony tracą powietrze a ludzie niewinność. schudłem, posiwiałem i trochę jakby zmieniłem szkła w okularach w-stylu-woody-allen. nos mi nie urósł, bo nie kłamię w tej sprawie. rosnę sobie, patrze przez pryzmat muzyki w uszach na ludzi-neony, ludzi-szyby, ludzi-samochody, ludzi-nieludzi i ludzi-ludzi. chodzę na pobliski rynek żeby kupić pęczek rzodkiewki od sprzedawcy o brudnych dłoniach. bo mu bardziej wierzę. bo sam miewałem brudne-od-warzyw dłonie. bo to tata jest mój tutejszy. teraz równo obcięte paznokietki stukają o lekko zakurzone klawisze. pokolenie 1000 zł wita. przynajmniej na kilka miesięcy. potem zmiana,albo jej brak. oddycham pełniej, patrzę inaczej,lubię ludzi i miasto w którym funkcjonuję, tj. opole. to, że dzień przypomina inny dzień, nie znaczy od razu, że musi być to dzień pełen rozczarowań, czy nudy. może być pełny, normalny, udany i taki jak wczoraj. cóż jeszcze...patrzenie w ekran, gadanie, szukanie, próbowanie, ekperymenty dla mieszczuchów, sobotnie wzloty i niedzielne upadki. ot życie psze Państwa. Dobrze je mieć bo zawsze można coś zmienić: dokręcić, odkręcić, podgiąć, wyklepać, zapiąć, odpiąć, mieć, zgubić, wylać, zetrzeć, usiąść, wstać...i wyjść. pozdrawiam. gżebień

skomentuj (0)

niedziela godz. 00:29 2007-07-16 00:29:52

naszło mnie na reaktywację. reanimację. resuscytację krążeniowo oddechową. tak dawno tego nie robiłam, że czuję się jak pierwszak. wysmarowany funkiel-nówka mazakiem w okolicach ust. W okolicy uszu najdżel kennedy i de krołk bend. brytyjczyk z polsko duszo i trio wannabe żydów. argentyńskie fuZion o "aromacie śliwki i dojrzałych jagód" wędruje żyłami.

parszywość świata tego nie ima się takich chwil. ani zbyt ciasne buty. ani pre-małżeńskie konflikty. ani zawyrokowany mi wirus hpv. ani zapalona nerka. ani śmierć babci. ani niepewność jutra. ani sejmowe hocki- klocki. ani wojny. ani głód w afryce. nic nie dotyczy. nie mnie. nie dziś i nie tutaj.

rozmyślam za to o odrośniętym braterstwie. winie nad Smródką, którym warto się raz na dwa lata upić. i rozmowach celebrowanych. kochaniu. braku pasujących i funkcjonalnych przegródek. tym, że jednak ludzie potrafią sobie dużo wybaczyć. tym, że mam siłę, żeby ciągle i ciągle zapominać, umierać i rodzić się. tym, że artystka ze mnie taka jak z koziej dupy trąbka, i że to w sumie dobrze, bo kto by tam chciał być artystą. wolałabym jeść kaktusy niż zostać niezrealizowanym, przeintelektualizowanym, hiperzdolnym i przekonanym o własnej (no pewnie, że najwyższej!) wartości artystą z digartu.

sama nie wiem, co chciałam przez to powiedzieć, prawdę mówiąc. południowoamerykańska fuzja wprawiła mój mózg w szkarłatną eksplozję. pijana jestem, znaczy. śpiewam sobie pod nosem. i z czego ty się tak cieszysz, dziecko? z życia, mili moi. i ze śmierci. i z tego, że między wejściem a wyjściem mam do odtańczenia wielką solówkę. że mogę sobie ją odtańczyć jakkolwiek mi się podoba. ot, co!



en.

skomentuj (0)

Księga Gości
CI, CO BYŚMY CHCIELI ICH TU GOLIĆ, FARBOWAĆ
profusion

KARTA STAŁEGO KLIENTA
niebieski kot vel enwelopa
mysier folia viva la tworzywo sztuczne!!!
niecodziennie i cortazarowo
kashin bo mi się spodobało jak sprząta i je
Auris honorowe miejsce za wywołane wspomnienia
womenka nasza pierwsza stała klientka

***
recenzenstwo stosowane sam sobie konkurencje robie
minilab who's that rabbit?
nowa fascynacja muzyczna mum
głąb vs. kotosław
islandia najcudniejszy głos
zmysły świat według organów wąchania
bar mleczny najlepsze naleśniki na świecie